2010-02-06
Uwielbiam meble tzw wielopokoleniowe. Ale nienawidzę być ich użytkownikiem, niech se ktoś inny z nimi mieszka,
niech się co rano budzi z rytualnym widokiem na szafkę po prababci.
I nie mówię tu o fakcie, że u mnie by się
taki mebel w ogóle nie zmieścił bo się mieścił, zostały mi dwa krzesła z nogami lwa i obiciem ala szaleństwo tapicera,
gdzie nigdy nie wiadomo komu i kiedy tapicerski gwóźdź w dupie na amen utkwi. Nikt tych krzeseł nigdy nie lubił,
przypuszczam, że nawet ten co je nabył (niech mu ziemia lekką będzie), było ich początkowo szesnaście i każdy, kto je
dostawał systematycznie ich ilość ograniczał, kiedy się przeprowadzał. U mnie przypadkiem tylko dwa zostały
bo inne meble miały priorytet w przeprowadzkach.
Wspomnę tylko mimochodem, że takie krzesełko waży w chuj dużo
kilogramów, jest wyższe niż współczesne, więc nie pasuje do stołu z ikeji i w dodatku trzeba pilnować, żeby go kot nie wyczesał.
Bo to pamiątka rodzinna.
Dzisiaj przyjechali panowie i zrzucili mi na środek pokoju kolejną łamigłówkę do samodzielnego poskładania.
Zdziwiłam się wypisaną na kartonach wagą, tam stało, że te trzy kartoniki razem ważą 130 kilo.
Może to być prawda bo ani nogą ani całym moim samozaparciem kartonów przesunąć nie mogę.
Ciekawe co mi się uda z tego zbudować.
Jako fachowiec źle wymierzyłam miejsce, w którym ten składak ma stać,
ponieważ jako kobieta uwierzyłam, że jak zamknę oczy, to się zmieści, w skutek czego sąsiadka dostała prezent
w postaci kwietnika z almidekora, którego w wymiarach zupełnie nie uwzględniłam, a który jest postury słusznej.
Pudła stoją elegancko blokując dojście do nie do końca rozmontowanej szafki z poprzedniego zakupu w ikeji.
Będziemy losować kto ją rozbierze i zmontuje te świeżo zakupione.
Owszem, biorę na klatę to, że raz po raz wymiatam wszystko grabiami i zmieniam i że ikeja się do tego nadaje
bo i tak trwałość sama w sobie zmiany co 3 lata wymusza.
Uprzejmie proszę mi życzyć miłego skręcania, co będę czynić tuż po codziennym odkopywaniu samochodu.
Btw, co sądzę o osiedlowych traktorkach z pługiem z przodu niech na razie pozostanie w fazie niewypowiedzianych wulgaryzmów...
(5)
2009-12-28
Dowlokłam świąteczne zdobycze na trzecie piętro bez windy. Wśród nich: kawał szynki z dinozaura ("a tej drugiej nie weźmiesz? to co ja z tym zrobię?"),
puszkę po silniku okrętowym pełną pierniczków ("a sernika nie? to po co ja piekłam?"), cztery worki zamrożonych pierogów ("nic ci się po drodze nie rozmrozi jak ci zapakuję z zamrożoną karkówką"),
pięć czekoladowych gwiazdorów ("naści, będziecie sobie pojadać" POJADAĆ!), osiem paczek czekoladowych wafelków z lidla ("mały tak je uwielbia!"), nadziewane czekoladki, czekoladki bez nadzienia oraz nadzienie bez czekoladek.
Poza tym zawlokłam na to trzecie piętro własną walizkę, Mariana, który zawsze, ale to zawsze złosliwie koczuje w jednym końcu marianowego pojemnika, żeby było trudniej grubasa nieść, żwirek Mariana,
pokarm Mariana i, co odkryłam nieco później trzy kawałki karpia, którego już nikt nie chciał jeść. Poza Marianem.
Młody prosto ze Szczecina pognał do Gdańska, tak więc wracałam sama, samiuteńka z jęczącym Marianem obżartym jak świnia. No i tak jakoś głupio wracać do domu, gdzie nikt nie czeka.
Znaczy się wrrróć! Czekał na mnie ryb, ostatni z hodowli młodego, ryb kiryśnik, a jak kto kiedy kiryśnika miał to wie, że ten stwór potrafi gadać.
Zagięłam więc życiową przestrzeń do własnych potrzeb i już byłam u siebie.
Znaczy się na chwilę, bo się przepakuję i jutro jadę do Sierpca. To taki mojego świata pępuszek, który tam czeka, żeby mu zrobić pierdzioszka. ;)
(4)
2009-12-19
Tak mi się nie chce, jak mi się jeszcze nie chciało, dość, że własnie usiłowałam napisać notkę w kalkulatorze.
Cozimowa histeria nie ominęła mnie i tym razem, zaplanowane na sobotę zakupy spędziłam wymachując rękami na parkingu, że mi samochód zamarzł i ani rusz. Znaczy się ruszałam go ręcznie a potem desperacko nogami energicznie dotykałam go w jebane oponki, cóż z tego, skoro on stał
(a raczej ONA, bo to sucz jest) z tym, że ja stałam bardziej, bo bez czapki.
Zdążyłam najpierw sukę odśnieżyć.
Wizja wyjazdu do Mamusi na święta POCIĄGIEM stała się horrorem dopiero, kiedy moje dziecię, które aż trzy miesiące własnym cyckiem za młodu a potem polskim zarobionym złotym hodowałam w patriotycznym zamyśle przyszłości narodu, no więc dziecię owo powiedziało, że Mamusia kupiła mi pod choinkę pierzynę z przyległościami. I że ja z tym czemadanem i z walizką i z kotem w pociągu wzbudzę entuzjazm.
Sąsiad dodał, że mi pewnie paliwo zamarzło w przewodach bo na orlenie kupuję bo niby, że mam kartę na punkty a za te punkty to gówno można i to gówno warte i takież gówno oni mi do baku leją. Znajomy sąsiada dodał, że to źle że nie mam garażu, w garażu się takie rzeczy nie dzieją,
poza tym mam sobie kupić elektryczną poduszkę, nagrzać w domu i na noc zostawić na stacyjce. Jemu pomaga.
Żona sąsiada powiedziała, żeby nie pierdolił głupot, tylko wytrzepał dywan i że mam nie kupować takiej poduszki bo ona kupiła i ją popieściło w rękę jak do prądu wsadzała. Sąsiad powiedział, że ją już tylko w rękę można a i to wyłącznie na śpiku i pobiegł trzepać. Znajomy sąsiada bąknął
coś jeszcze o czasach, w których zamiast karmić karpia w wannie baby na własność samochody mają
i poleciał do osiedlowego sklepiku ze wszystkim po plastikowe wiaderko. Na karpia właśnie.
Bo karpia trzeba przywachlować do domu żywego i już. Najlepszy jest zapiłowany własnym tępym nożem po wyłowieniu z wanny.
Wydobyłam więc z bagażnika wrednej suki zaległości letnie coby się mechanik lub inna drogowa służba co to ją zaraz wezwę w akcie desperacji nie miał z czego rechotać, a więc szyszki, kostium kąpielowy, klapki młodego, piasek do akwarium, zaginiona koszulka, cztery mrożone soki do wódki, ekologiczna torba wypełniona rzeczami z pewnością kiedys potrzebnymi...
W związku z tym, że mi eksmąż niedawno stłukł lustro, duże w dodatku, zaczęłam się zastanawiać, czy jak się takie lustro stłucze to te siedem lat nieszczęścia dzieli się między tłukącym a właścicielem tłuczonego? I czy przekłada się to na metry kwadratowe powierzchni?
A sukę odpalił znajomy, który przejeżdżając zauważył mnie, kiedy obrażona na wszystko postanowiłam zamarznąć w pozycji, według mnie wymownej i dla świata obraźliwej a według niego zapraszającej na kawę po irlandzku. Nie jestem dobra w komunikacji międzyludzkiej.
Jak ktoś lubi to życzę mu wesołych świąt.
(11)
2009-12-10
W osiedlowej bibliotece pani zwróciła mi uwagę, że mam pozycję na koncie, którą przenosiłam już o trzy tygodnie, reprymenda była łagodna ale jednak z naciskiem, że lektury szkolne można wypozyczac tylko
na dwa tygodnie a nie na pięć i czy już się wreszcie naczytałam i czy mogę oddać.
Ja tam z biblioteki wypożyczam kryminały, wolę sobie poczytać coś, co wiem na pewno, że lubię, niż brać
w ciemno i się potem zawieść.
Czasem podwiesza się pod moje konto synuś ze szkolnymi lekturami.
Dygresja:
Wiem, że istnieją na świecie osoby, które mają w domach bibliotekę klasyków i lektur wypożyczać nie muszą, mało tego - potrafią tych klasyków zacytować i dzieciom na dobranoc opowiedzieć.
U mnie z klasyków kurzą się i owszem gdzieś na półkach Cypek z Adasiem ale to i tak z tej racji, że ładne mają okładki i dobrze komponują się z Sienkiewiczem wydanym za czasów moich dziadków.
Wszyscy gromadnie stoją w korytarzu na półkach. Oprócz dziadków, którzy od dawna raczej leżą.
Synuś mój raczył był obarczyć mnie "Królem Edypem", nomen omen. Wyszperawszy więc pozycję, którą tak długo przetrzymywałam, przeczytałam. A co.
Dygresja:
Pewien znajomy osobnik kiedys, dawno temu na jakimś szkolnym teście czy czymś tam, bo testami to się wówczas nie nazywało, napisał, że jego ulubioną lekturą są "kamienie na szaniec".
Inny, nieco później napisał, że z filmów to najbardziej lubi "Człowieka z żelaza", potem "z żelaza" skreślił i poprawił na "z marmuru". Niepewnośc materiałów, jak sądzę.
Chór:
Z dygresją do chuja! Uja! Uja!
Ale tu same dygresje piszę a od sedna odchodzę - a więc "Król Edyp".
Jak sądzę z tej to lektury wywnioskowano kompleks edypa słynny, ale kto i jakim cudem przez tę lekturę przebrnął i dwa razy nie zasnął, to się powinno nadawać do prac badawczych.
Dwa razy to przeczytałam i za każdym razem nie mogłam się pokapować kto kogo zabił i za co. Motyw emocjonalny się przewija, zdeterminowani bohaterowie popełniaja czyny nielogiczne,
w myśleniu, jak sądzę, przeszkadzają im wtręty chóru, całość napisana nieskładnie i nieciekawie. Jedyną zaletą jest to, że to krótkie jest.
Jesli młodzieży lansuje się taką literaturę, to się potem nie dziwmy, że wolą zabijac kolegę przez internet.
Nie jestem, rzecz jasna specjalistą od klasyków, nie jestem nawet od literatury, ale przecież w dziele literackim podniesionym do rangi lektury szkolnej ktos coś kiedyś zobaczyć musiał?
Albo może jest wręcz przeciwnie, ktoś miłosiernie wybrał coś krótkiego, żeby przedstawić młodzieży konstrukcję dawnego dramatu? Tylko, czy dawniej przy tym nie ziewali???
A jeśli ziewali to czy nie lepiej opowiedzieć poprostu, że kiedyś paru facetów w maskach wykrzykiwało coś, co inny napisał a kilku słabiej utalentowanych tworzyło chór a tytułowy Edyp
to poprostu chłopina, który miał wyjątkowego pecha?
Chór:
Mamy talent! Mamy talent! Uźwa mać!
Ale może ja nie mam odpowiedniego spojrzenia bo, jak już wspomniałam, obecnie wypożyczam głównie kryminały. Mało tego, natręctwo takie mam, że wypożyczam kryminały według nazwisk
i dopóki nie przeczytam wszystkich danego autora nie biorę się za inne. Obecnie ubolewam, że utknęłam na Colinie Forbesie ale dzięki temu jest szansa, że nie wyczytam całej biblioteki w trzy miesiące
po jej otwarciu...
Freud (profesor) oskarżycielsko:
Wypierasz ze swej świadomości, że spałaś ze swoim dwuletnim synem!
Chór (intonacja wznosząca):
UUUUUUUUUU!
Freud (profesor):
A jak był niemowlęciem to mu cyca pokazywałaś!
Chór:
łojezu!
Superniania:
I dlatego twój syn teraz bierze do szkoły bułki!
Chór:
Potępiona! Ona!
Ja:
... chociaż ta biblioteka malutka jest, osiedlowa taka.
(7)
2009-11-15
No to mamy sytuację w rodzaju szach, pat i pataszon.
Zdejmujemy krzyżyki w szkołach i urzędach czy nie?
A co z pamiętnymi (przynajmniej niektórym) wiecami, żeby krzyżyk w szkole jednak powiesić?
Teraz nam się odwidziało, czy jak?
Taka w nas niekonsekwencja zaistniała, że raz chcemy a potem w dupie mamy?
Stała taka czereda w szkole, świeczka w łapach, krzyżyk z orłem na szyi, a jakże w koronie,
tak se stała i puszczała z grundinga, że mury runą.
Mamy krzyżyki, jak chcielismy. Co więcej - mamy ich więcej niż marzyliśmy!
A teraz mamy je zdejmować.
W życiu nigdy, bo to by nam zjebało byt, który na walce o krzyżyki oparliśmy.
Zadziwiające jest, że dziś o ten oparty na krzyżykach byt najbardziej walczą faceci w wieku porozpłodowym.
Ksiądz nie ksiądz, mąż nie mąż, każdy z nich się wypowiada w tv, że walczyć o nie trzeba.
Bo to nasza baza, bo bez tego nie bylibyśmy tym, kim jesteśmy, bo nie byłoby nas jako nas.
Cokolwiek to znaczy.
Bo może jednak bylibyśmy, tylko inni? Ale to herezja, więc nie rozwinę. Kobiety zainfekowane dziećmi w czasie wyłączeń prądu też powinny mieć prawo do orderu odrodzenia polski.
Wróćmy do tych konsekwencji.
Otóż jesteśmy społeczeństwem katolickim i tu nie ma się co buntować,
bo jesteśmy. Każdego, kto wypadnie z macicy się łapie i chrzci. Potem owszem, można dokonać apostazji, ale komu to do czego potrzebne i komu się chce.
Grzech lenistwa i zaniedbania, jakby powiedział pan ksiądz.
No więc, skoro już jesteśmy i się nie wypisujemy z kościoła, to dlaczego głosowaliśmy na unię?
A! Żeby móc jeździć do watykanu bez paszportów i kupować więcej świętych obrazków wstępując po drodze do raju likierów?
No to jedźmy!
(11)
2009-11-03
A otóż i wkurw. Nie wiem, możliwe, że pochorobowy, ale jak już zaczęłam się wkurwiać to się i zaczęłam rozkręcać, wkurwiłam się
i w tej pozie zastygłam.
... wkurwia mnie mamusia z bachorem ryczącym w niebogłosy w sklepie. Bachor ryczy, jest cały usmarkany i w czerwone cętki na ryju, zaraz bedzie miał wybroczyny i chce
TAMTEN soczek. Mamusia przeciwnie, spokojna, że super niania przy niej wymięka, zero nerwów, spokojnie wyjaśnia bachorowi, że TAMTEGO soczku nie dostanie. Bachor ryczy
jak okrętowa syrena, pluje śliną na mój koszyk, mnie głowa już boli, mam ochotę przywalić gówniarzowi workiem mąki w ten
zaśliniony czerwony ryj, ale mamusia nie ma nawet zamiaru wyprowadzić bachora za drzwi i tam z nim sprawy dyscyplinarne załatwić. Nie. Mam uczestniczyć w wychowaniu jej
rozwrzeszczanego miotu. A ja nie mam ochoty! Nie poczuwam się! Ja chcę, żeby jego goła dupa wreszcie się spotkała z płaską mocną dłonią szybko! Mało tego! Słyszę w kolejce głosy,
że o! dobrze wychowuje, nie traci opanowania, i że przecież dzieci bić nie wolno. Co za debil to wymyślił???
... wkurwia mnie nasz prezydent, ale to na inną notkę, mianowicie mam plan napisać notkę o osobach trwale niezdiagnozowanych.
... wkurwia mnie niewiedza dokąd o siódmej rano udają się tramwajem emerytki. Bo przecież WSZYSTKIE siedzą już w kolejce w przychodni. WSZYSTKIE też stoją przy kasie w biedronce.
Niektóre są chore i zostają w domu. Niektóre już stoją w poprzek chodnika z wnuczkiem w wózku i wypinając zad uczą się gaworzyć. Ale to, że o tej porze w tramwaju emerytek jest zawsze
o trzy więcej niż miejsc siedzących, mało tego - one wszystkie sprawiają wrażenie, że siedzą tuż za motorniczym i przy oknie, zadziwia mnie i wkurwia, jeśli akurat mam wysiadać.
Bo jak wysiadam, to na bank jakaś babcia z przystanku akurat usiłuje wsiąść przy pomocy łokci, bo jako starsza i to kobieta ma pierwszeństwo.
... wkurwia mnie babsztyl, który swego czasu wymyslił sobie, żeby komin gazowni przerobić na minaret. Bo będzie zajebiście. I może zwabi tradycyjnych muzułmanów poznańskich.
To zresztą ten sam babus co posadził palmę na rondzie degola w wszawie.
... wkurwia mnie to, co czytam, chciałam nadrobic polskich pisarzy, ostatnim z nich był pilch jerzy, którego mogłam wciągać dziurką od nosa jak hasz, więc, że też na "p"
pilipiuka se na poduchę wzięłam i z tym panem już wiem, że mi się nie ułoży. Męczy się chłopina ze słowem pisanym, niech wróci do kopania dziur w ziemi. Amen.
... powyższy wkurw sprowokował wkurw na abonament telewizyjny, bo każą mi oglądać jakiś łach, za który nie dałabym złotych pięciu, dom nad rozlewiskiem mianowicie, z magdą m.
i starczą oleńką, która nie brzydziła sie kiedyś być ślinioną przez olbrychskiego, w rolach głównych. Gra i fabuła siebie warte, normalnie obgryzam pazury, kiedy obejrzę nastepny odcinek. Doprawdy.
Ale zawsze mam wybór, mogę w ramach abonamentu oglądać m jak miłość. Bo ja kocham braci golec , czy jak im tam i kasię zcichapęk.
Lub złotopolskich oglądać mogę. Albo prowadzony przez pana weterynarza konkursik muzyczny.
... wkurwia mnie reklama, w której jedno ciasteczko cini minies zjada drugie ciasteczko.
... wkurwia mnie pani w supermarkecie wmawiająca mi, że karta payback jest mi niezbędnie potrzebna. Bo ta karta współpracuje z realem, orangem, telekomunikacją, bp i allegro. Z niczego z wyżej
wymienionych nie korzystam. A kartę i tak mi wdusiła.
... wkurwia mnie, że jak czekam na parkingu przed sklepem i włączę sobie stacyjkę celem ogrzewania to sie robi korek, bo wszyscy myślą, że zaraz wyjeżdżam.
... wkurwiają mnie stany zjednoczone, lub raczej nasze ich postrzeganie, po ostatniej wizycie wajs prezydenta bideta alias bidona jestem rozanielona wręcz.
... i jeszcze pełno innych rzeczy mnie wkurwia. I tak trzymam.
(32)
2009-10-24
Nad ranem coś wyło w rurach, "UuUuUuU" robiło, ale że wczoraj miałam w domu coś na kształt imprezy, to się za bardzo nie przejęłam.
Przebudziwszy się
poszłam napić się wody w głebokim przekonaniu, że wycie od tego przejdzie.
Otóż nie, nie przeszło, wyło dalej i to w rozmaitych tonacjach, natężeniach i interpauzach.
Sąsiad wyło mianowicie w piwnicy, w której to postanowił zrobić inspekcję społeczną
i sprawdzić, czy przez dziury w ścianie mojej piwnicy nadal przełażą szczury, bo uczciwie mówiąc przechodziły i się nawet mnożyły. W tym celu podstępnie ubrany w najgorsze łachy położył się na cemencie coby oświetlić
latarką szparę od spodu drzwi, wetknął w te szparę nogę żeby odsunąć moje zachomikowane tam kartony po domowych sprzętach i utknął.
Utknąwszy powiercił się podobno w ciszy dobre czterdzieści minetek, powbijał sobie w nogę drzazgi z drewnianych drzwi, ale i to przecierpiał w ciszy, dopóki nie kopnął w coś, nie wie w co, ale to coś wreszcie spadło i
ukazał się na chwilę widok na wnętrze mojej piwnicy, ale tylko na chwilę bo to coś spadło na inne coś, co się przewróciło i prawie śmiertelnie przybiło nogę sąsiada do betonu.
No i wtedy zaczął wyć.
Z początku cichutko w nadziei, że przez rury żona na czwartym piętrze usłyszy i na ratunek pospieszy. I to było najstraszliwsze, bo jakby dusza potępieńcza jęczała, snuje się taki dżwięk jak złowieszcza mgła w zimny poranek, gdzieś na granicy słyszalności do człowieka dociera
a gdy już dotrze, to wszystkie horrory tego świata stają się realne, ściany zaczynają się wypuczać w kształty straszliwe, do okien tłuką się martwe ptaki,
a gdy dodatkowo poprzedniego wieczoru przyjęło się leczniczą dawkę wina, to i belzebub może się nad łóżkiem ukazać.
Potem sąsiad zawył donośniej, bo ratunek nie nadciągał a on tam cierpiał przecież. Latarką ogarnął wszystkie moje śmieci pod szafą piwniczną utwierdziwszy się, że jestem fleja. Łupnął energicznie latarką w
piwniczne drzwi i zawołał "Marysiuuuu!", co w efekcie sąsiedzi odebrali jako "łuup!siuUUUU!" i zadzwonili na policję.
Na policję dlatego tylko, że nikt w komórce nie ma wpisanego numeru do egzorcysty, czego najstarsza sąsiadka z pierwszego piętra straszliwie żałowała i usiłowała sie odwołać do sąsiedzkiej pomocy tych, którzy mają komputery. Bo podobno w komputerach egzorcysta jest. Albo może szatan, ale raczej egzorcysta. Bo to optymistyczna starsza pani jest.
Policja do "łuup!siuUUU!" przyjeżdża nierychło, więc zawyć, zawodzić, załupać i zaskowyczeć zdołał sąsiad jeszcze przez dobre pół godziny, obiecał sobie, że się z Marysią rozwiedzie jak tylko ujdzie z życiem z mojej piwnicy,
żona albowiem powinna być lojalna i nie spać spokojnie w łóżku, podczas gdy mąż kona.
Policjanci przybyli jak juz sąsiad z dołu wróciwszy z imprezy i natknąwszy się na zgromadzenie nocnych koszul i piżam na klatce schodowej zdecydował się odważnie i z pewną dozą determinacji zejść do piwnicy i wyjącego bandytę zdzielić na śmierć albowiem skataniony wrócił nieziemsko, spać chce a stamtąd wycie dochodzi już teraz w fazie ultradźwięków niemalże.
W protokole z interwencji stoi teraz napisane, że sąsiada w mojej własnej piwnicy "przykół do podłoża przedmiot drzewniany z metalową wypaścią w części tylnej (...) ranił na ponad trzy godziny i podtrzymywał
ofiarę w tym stanie do czasu policyjnej interwencji".
No.
(6)
© Copyright Fiszbina 2007 | by design94.pl | All Rights Reserved