2011-01-23
Tak se myślę na bieżąco, co zresztą trudne nie jest, bo albo właśnie się na bieżąco myśli albo się nie żyje, kij z tym, tak se właśnie pomyslałam, że żal mi tego miejsca. No bo skoro jakaś moja część mnie, a Moja Część Mnie jest bardzo istotną moją właśnie częścią mnie, tu dość długo żyła, to nie ma co się oszukiwać ino się z nią pogodzić.
Otóż okazuje się, że staroświecka jestem utrzymując bloga w posiadaniu.
Tak tak, kotoju, dzieci kiedyś są małe, ale to przemija i okazuje się, że są bardziej zgredowate od naszych rodziców. Po całym tym osuszaniu od dołu i nawilżaniu od góry, po zaleczeniu ran szarpanych jednym wyklutym zębem, po zdjęciu gorsetu ortopedycznego z okolic wypadniętych dysków, kiedy to już progenitura sama się trzyma na dwóch tylnych kończynach, po zapłaceniu kilkudziesięciu składek na komitet rodzicielski, po wyrzuceniu kilku zmian ubrań nie pasujących do aktualnego modelu życia kumpli, po... no po wszystkim, okazuje się, że twoje młode cię nie ceni, bo nie masz konta na fejsbuku.
No to pytam delikatnie drżącym starczym głosem "a co tam można robić na tym fejsie?"
Że niby to młodzieżowy skrót myślowy miał być.
W odpowiedzi dostałam zmarszczone w namyśle czoło, chwilę ciszy i odpowiedż, że "i tak nie zrozumiesz".
No pewnie, że nie zrozumiem, bo przecież za moich czasów internet służył tylko do wirtualnego seksu! I do wykorzystywania nieletnich. W sensie zdjęcia młodego w gaciach znad morza poszły do niszczarki.
To nie wszystko, co może człowieka - matkę spotkać ze strony potomstwa.
Otóż modny jest wegetarianizm. Są trzy, według mnie , rodzaje wegetarianizmu: nie zabijamy zwierząt, bo sami nie potrafimy; nie zabijamy bo nie mamy zwierząt do zabijania; nie zabijamy bo zwierzęta kochamy;). Drugi z tych rodzajów przerobiłam, jak mięso na kartki było. Wymuszony wegetarianizm, skrobia rulez, a nawet cytrusy tez kochamy i wobec tego kiszona kapusta do herbaty.
I właściwie to więcej już nic złego ze strony dziecka nas spotkać nie może, kotoju! :)
Jestem netowym dinozaurem bez złotego medalu. Złoty medal to dostają ci, którzy rodzinę do ruiny doprowadzili łącząc się kiedyś przez stacjonarny telefon tepsy. I podwyższoną emeryturę powinny. Tak.
A ja, jako przeżytek muszę wrócić do gier planszowych, najchętniej do "człowieku nie irytuj się".
(17)
2010-09-06
Na pogrzeb Ciotki Babki zjechała się rodzina, o której nie miałam pojęcia nawet, że takową posiadam.
No bo na przykład przyjechał Wuj z Zabrza, oprócz Yako jedyny znany mi ślązak. Znaczy się znany
dopiero od pogrzebu, do śląskiego gadania zgrabnie wstawiający nacjonalistyczne "tej" i "wiara".
I to on mnie oświecił, że nieprzetłumaczalne poznańskie "tej" jest jak najbardziej przetłumaczalne
na ogólnonarodowy język, w którym istnieje tego słowa zamiennik i brzmi "ło! ludzie, tej!".
Pomijając drobny niesmak, że Ciotka Babka spoczęła w grobie z odzysku (nie do końca wiem jak się odzyskuje
groby zamieszkane dotąd przez obcych nieboszczyków i co konkretnie się z nimi robi, bo rozumiem, że
jakies szczątki po nich tam jednak zostają), w każdym bądź razie stypa była wesoła o tyle, że jak to
w rodzinie, ludzie mieli się okazję spotkać. Dodajmy, że w mojej długowiecznej, gdzie średnia życia wynosi jakieś
88 lat (dla kobiet!), takie spotkania są zaiste rzadkością. Jak już się zdarzą to każdy każdemu wypomina, że się postarzał
albo że jest podobny do praciotki sprzed pierwszej wojny. Ja podobno dłubię w uchu identycznie jak wuja Jachu, co to
zdezerterował z pruskiego woja i wyemigrował do Francji gdzie zgnił w więzieniu za bigamię.
Gorsza sprawa natomiast z Babcią, która jakoś podsłuchała, że Ciotka Babka leży w grobie z osobą obcą.
Bo ta obca osoba, aktualnie bezimienna może się mścić. I być innej płci a Ciotka Babka przesz za życia nie grzeszyła płciowo.
Na nic tłumaczenia, że lepiej w towarzystwie, bo osoba może głupia była albo, co gorsza - rozwiązła.
No i świeczki trzeba będzie nie pojedyńczo a podwójnie stawiać.
No i za daleko będzie Babci, jak już też zejdzie, bo Babcia ma rezerwację full ekskluziw w innej części miasta, na małżonku własnym
ale przez pełno ulic trza będzie przelecieć. I minąć stadion Lecha. Fatalnie.
No bo przesz normalna rzeczą jest, że się nieboszczyki odwiedzają, kuźwa. Teoretyzując, to jak nawet nieboszczyk
będzie miał ciągoty odwiedzić innego nieboszczyka na drugim końcu miasta to ruchem ulicznym przejmować się już nie musi.
Babcia ma odmienne zdanie, lepiej byłoby umrzeć ze świadomością, że się ma pod ręką siostrę niż żyć w stresie, że tak do niej daleko.
Napomykam, że przesz pod reką Babcia będzie miała Dziadka, ale uj, tam, jaki pożytek z nieboszczyka płci męskiej co to za życia
też specjalnie podręczny nie był.
A Ciotka Babka tam sama, wśród obcych, ba! RAZEM z obcym!
No.
Mówię Wam, wykupcie sobie od razu fajne miejscówki, żeby potem nie mieć stresu, z tym że to i tak daje gwarancję podobną do
wykupu kuszetki do Zakopca. Bierzecie taką fajną na dole a potem przez cała drogę nad wami jakiś grubas trzeszczy, chrapie i pierdzi.
(3)
2010-07-02
Jak by to ująć a zmieścić się w blogowej konwencji? Że rano se kawę wypiłam? Szit prawda bo nie wypiłam.
Stara się zrobiłam i mi ciśnienie podskakuje
po porannej kawie, tylko po to, żeby po pietnastu minutach mi sie zachcialo spać.
Ale i tak se parzę. Tradycja to rzecz święta w tym narodzie, więc ją kultywuję.
Donieść chciałam też zainteresowanym, że zarówno Babcia jak i Ciotka Babka żyją i mają się całkiem dobrze a nawet zupełnie gut.
Oprócz tego, że Ciotka Babka złamała sobie nogę. Przyznać muszę, że pogotowie przyjechało natychmiast przygotowane na zgon staruszki,
w tym wieku podobno złamania się trudno goją, więc pan doktor z całą powagą powolnej eutanazji zastrzegł sobie prawo, że być może
pacjentki poskładać się nie da. Próbę poskładania mają wykonać w poniedziałek czyli, jakby nie liczyć od piątku do poniedziałku
to nie jest na cito. Może się babina sama wykończy. Trudno. Dochrapało się takiego wieku to trza teraz cierpieć. Przecież można było polec podczas
rewolucji październikowej, w kampanii wrześniowej, w batalionie zośka, podczas powstania warszawskiego lub w stalinostanie. A to nie.
Uparty babsztyl, więc wykończymy go ZOZem i dobijemy husarskim skrzydłem ZUSu, gdyby się babus jeden usiłował przeczołgać trzymając w zębach daninę na prywatny ośrodek leczniczy. Szablą dobijemy.
Tymczasem moja Babcia wzięła się aktywnie za politykę. Nie nie, nie chce kandydować do parlamentu, więc nie martwcie się, że przejdzie ustawa o obowiązkowym posiadaniu przynajmniej jednego kota w gospodarstwie domowym i głaskaniu go ze trzy razy dziennie, ale na wybory ostatnio kazała sie zawieźć.
No to przyjeźdżam po Babcię.
Babcia w spodniach, w bluzeczce z malutką dziurą z molem w środku ale za to ulubioną a dziurę się zakryje broszką.
Z bursztynem, bo to patriotycznie. Dobra, jedziemy.
Pan z komisji wyborczej grzecznie dowód obejrzał, kartę Babci wydał.
Nadmienię, że z Babci sterczały w poziomie dwa takie dość słuszne druty umieszczone w uszach, tak bowiem Babci najwygodniej jest korzystać z
bardzo drogich, odlewanych na miarę aparatów słuchowych. Elegancja ala Frankensztajn.
No nic to, nakierowałam Babcię na osłonny wyborczy karton
po czym Babcia wyjęła lupę rozmiarów bynajmniej nie filatelistycznych, lupa tą czyta wieczorami całe połacie tygodnika powszechnego,
po pół strony na raz.
Przejrzała Babcia tą lupą listę, po czym zawróciła i zameldowała komisji wyborczej, że na liście nie ma jej kandydata. Komisja, cóż, bardzo
ładnie się zachowała przepraszając Babcię i tłumacząc, że być może kandydat Pani nie uzyskał stosownej ilości podpisów? Pani Babcia jednakże
była zdecydowanie przekonana, że kandydat jest i ona na niego przyszła głosować a komisja pewnie zapomniała go dodrukować.
Test ciszy wyborczej komisja owa zdała na piatkę, bo aczkolwiek twarze im sie marszczyły od wysiłku to zdołali nie zapytać kogo też
Pani Babcia na liście szuka. A może nie zdąrzyli bo Babcia sama ryknęła, że wnuczka ją specjalnie przywiozła, żeby zagłosować na KACZOROWSKIEGO!
Ja wykonałam wdzięczny dyg, o ile wdzięczny dyg przystoi starej babie i zaciągnęłam Babcię za kartonowy parawanik. Żeby się na mnie
przestali gapić.
W tę niedzielę czeka mnie powtórka z rozrywki.
Gdybyście w tv usłyszeli o zaklóceniach podczas głosowania w Poznaniu to pewnie będę ja.
(8)
2010-03-20
Łyso wew tej mojej kalafie, ino się na śpiku by łaziło albo cołkiem na angielce spało, wiosna teraz to mnie deknąć może wew motykę bo uślabrana uskromniać se chałupy nie będę. I nie mylić mi tu uślabrania z zatrajtaniem, bo na garę idę własnie a narwus dzisiaj ze mnie i moge nawszczylać! Papudrok jeden takiego kitu mi dzisiaj we wstępnej pracy nawkładał, że prawie z rebli wyskoczyłam, w życiu nie rekomenduję nikomu pracy na poznańskim łazarzu!!! A jeszcze, że do kobiet ze słusznym rozmiarem biustu zawsze się jakaś parzynga uczepi, to mam za swoje.
(9)
2010-03-03
Na płocie wisi facet. Wisi na rękach. Płot jest wysoki bo to taki co okala boisko tenisowe.
Facet wisi nie na szyi tylko na rękach i ma podkurczone w kolanach nogi. I wyje.
- ty, widzisz to? - pyta mnie Kuzyn, którego spotkałam targając siatki dla Babci
- uhm - widzę, ale nie patrzę, bo moje mięśnie grzbietu aż wołają o pomstę za zaniedbanie
Bo rzeczywiście, facet wisi przodem do płotu, idealnie wisi i pod kątem ma nogi do tyłu ugięte
ale i tułów od płotu odchylony
- złamie się! zrób coś bo mu dupa z kręgosłupem odpadną!!!
- według mnie się trzyma
- ale jak się puści to się złamie!!!- tu już szarpię Kuzyna za szmaty
- ojjjjjj kurwa...ratunkujebanamać - zawył wiszący mając nas w polu widzenia
- co się stało? - zapytał Kuzyn obarczając mnie siatkami z kocim żarciem, workiem żwirku, pięcioma
litrami mleka 3% oraz mrożonkami warzyw na patelnię, jajkami kurzymi i solidnym indorem do rozparcelowania
na kilka rosołów i lekkich zup dla staruszek
- szedłem sobie, szedłem kurwa i jebany wilk mnie napadł!!! Nie widzisz kurwa??? - jęknął zdesperowany wiszący -
Ja pierdolę ale ból!
- a dokąd pan szedł? - Kuzyn chciał kiedyś być księdzem i tak mu to protokaznodziejskie pytanie w krew weszło
- ja pierdolę, kurwa idioto! do kurwy nędzy, chrupnęło mi w kręgosłupie, kurwa, ale JAK chrupnęło, kurwa...
- wezwę pogotowię...
- jebnij mnie w plecy, dziegciu kurwa, ja ci pokażę gdzie i będzie, kurwa dobrze! wiszę już 40 minut, kurwa! Jakaś
kurwa z wózkiem przeszła na drugą stronę jak mnie zobaczyła, kurwa! No weź mnie jebnij! Jebana kurwa jakaś
koty zawołała a mi powiedziała, żebym nie pił tyle!
- ...a ja zawołam policję - powiedziałam ja
Kurwy z wózkiem nie znaliśmy ale kurwę z kotami to już tak.
- proszę się nie ruszać, zaraz pana zdejmę - Kuzyn przyjął jakąś postawę z aikido na wypadek, gdyby wiszący
był agresorem rodem z mangi.
No i Kuzyn jebnął. Gdzieś tak poniżej łopatek, ale nie za nisko,żeby nie w nerki, jebnął, po czym pan spadł z
ogrodzenia, otrzepał się, wypróbował nogi po kolei, na ręce dmuchnął, mruknął, że kurwa dłużej się trza było namyślać
zamiast bliźniemu pomóc i poszedł.
(7)
2010-02-25
Tak na zapas mam pytanie: śmigus dyngus czy śmingus dyngus? Czy też może śmigus dygus?
Pytam czysto teoretycznie bo nie wierzę, żeby to coś w tym roku nastąpiło.
I pamiętajcie - kto się do mnie ekologicznie odezwie, ten będzie w wiecznej niełasce, ortograficznie można, etymologicznie można, kolbergowsko można, ale nie plastikowo butelczanie.
Ps.
Bo ja jestem za "śmigus dygus" jednak. Śmignął i dygnął - to do mnie przemawia. Tak.
(2)
2010-02-14
Kto wie co robili starożytni Indianie, żeby deszcz przywołać?
Albo, żeby deszcz się skończył?
Otóż wydłubywali z ziemi
dżdżownice. Na TAK. Na NIE wbijali je toporkiem nazad wgłąb.
My przeciw ociepleniu klimatu segregujemy śmieci.
Petowe butelki do jednych pojemników, papiery do innych.
Podstępnie więc zaczęłam działać na rzecz ocieplenia właśnie i dzisiaj wywaliłam ukradkiem plastikową butelkę do pojemnika ogólnego.
Jutro mam zamiar wywalić PAPIER!!!
Na dokładkę znalazłam starą baterię, którą zamierzam umieścić skandalicznie wprost na trawniku.
Za tydzień przyjdzie wiosna albo zacznę strzelać do bocianów, kurwa.
(17)
© Copyright Fiszbina 2007 | by | All Rights Reserved